Rozumiałam to. Jego przeznaczona była na pierwszym miejscu. Gdybym ja miała swojego, postąpiłabym tak samo. Ale nawet gdy atmosfera się oczyściła, nie traktował mnie już tak samo. Rzadko się teraz zdarzało, bym mogła porozmawiać z nim na osobności. A jeśli już, to tak jakby włączał się cichy alarm i w ciągu kilku minut zjawiał się ktoś, by nam przerwać. Zostawiał otwarte drzwi, gdy byłam z nim sam






