Kroki Kaidena zwolniły za moimi plecami, a ich odgłos rozpłynął się w gęstej, ciężkiej ciszy wypełniającej korytarz. Żaden z nas się nie odezwał. Czuć to było w powietrzu – ciężar, jaki wciąż dźwigał ten mebel.
Palce Aliny musnęły drewno, jakby bała się je zranić. Jej dotyk był powolny, delikatny, pełen czci.
– To było jej – powiedziała cicho, niemal do siebie. Słowa ledwo przeszły jej przez gardł






