– Wyglądasz lepiej niż w poniedziałek – mówi Dylan, mierząc mnie długim, bocznym spojrzeniem.
– W jakim sensie? – pytam, choć doskonale wiem, co ma na myśli. To ten cholerny uśmiech. Nie mogę go powstrzymać. Jest środa, a ja wciąż nie mogę otrząsnąć się z błogości, jaką było przyjście Linca tamtego poniedziałkowego popołudnia. Wyszedł w nocy, a te kilka godzin, które spędziliśmy razem, rozmawiając






