Linc Dmitri, perspektywa:
Wyciągam ramiona i napotykam pustkę. Powietrze. Nic. Jej tu nie ma. Otwieram oczy i wściekle patrzę na słońce zalewające moją twarz. Jest niedzielny poranek, a ja jestem w okropnym nastroju. Jeszcze wczoraj obudziłem się w najlepszym humorze, z jej miękkim ciałem w moim łóżku po długiej nocy, podczas której zaspokajałem je aż po najgłębsze zakamarki mojej duszy. Obudziłem






