Punkt widzenia Margot
Drzwi stołówki rozsunęły się z typowym dla nich, metalicznym zgrzytem, a zapach uderzył we mnie natychmiast.
Gotowane mięso. Świeży chleb. Coś smażonego odrobinę za długo w tłustym oleju…
Kolacja.
Jednak tym razem pomieszczenie nie eksplodowało hałasem, jak to miało miejsce rano. Żadnego pisku odsuwanych krzeseł. Żadnych rodzących się awantur. Żadnych lecących w ruch pięści.






