Perspektywa Margot
Godziny wlokły się boleśnie wolno.
Na początku wmawiałam sobie, że Coban niedługo wróci.
Wypadał stąd już wcześniej wściekły. Uspokajał się. I w końcu wracał.
Ale w miarę jak minuty zamieniały się w godziny, cisza w celi stawała się coraz cięższa... gęstsza... jakby same ściany na mnie napierały.
Wciąż nie było po nim śladu.
Plik pieniędzy pozostał dokładnie tam, gdzie go zostaw






