Perspektywa Cobana
Pokój wydawał się zbyt cichy.
Zbyt nieruchomy.
Jakby czekał, aż coś się wydarzy... albo może czekał, aż w końcu stracę te resztki kontroli, które mi jeszcze pozostały.
Siedziałem na brzegu łóżka, opierając łokcie na kolanach, dłonie miałem tak mocno splecione, że knykcie pobielały pod blednącymi siniakami.
Moje kolano bezlitośnie podrygiwało.
W górę.
W dół.
W górę.
W dół.
Rytm,






