Punkt widzenia Margot
Powrót do celi wydawał się tym razem spokojniejszy.
Nie było niezręcznie.
Nie było napiętej atmosfery.
Po prostu... spokojnie.
Dłoń Cobana przez całą drogę pozostawała zaciśnięta wokół mojej, jego kciuk powolnie, nieobecnie kreślił wzory na mojej skórze, jakby potrzebował tego ciągłego kontaktu tak samo jak ja.
Nie rozmawialiśmy dużo.
Nie było takiej potrzeby.
Wszystko, co mi






