Gdy wiccanie odeszli, Delia nie miała innego wyboru, jak przestać odwlekać pracę z Marią nad rozbudową sadu. Urażało to jej dumę, samą myśl o pracy w sadzie, będącym chlubą i radością Laury, ale dopóki nie była pewna, że jest całkowicie bezpieczna, nie miała wyjścia.
Słońce paliło niemiłosiernie nad głową, sprawiając, że Delia spociła się, zanim w ogóle zdążyła dotrzeć do miejsca, gdzie znajdowały






