Domofon trzeszczy od wydechu Johna – ulga czy zniecierpliwienie, nie potrafię ocenić. Maddox nie rusza się ze swojego miejsca przy kuchence, gdy kończę rozmawiać z mężem, ale jego muskularne ramiona napinają się jak stalowa lina. Odstawiam talerz, kimchi rozlewa się złotem pod jajkami.
Kroki dudnią na schodach. Zbyt znajome. Zbyt ciężkie.
Pukanie Johna to trzy ostre stuknięcia. Uprzejme. Rytm obce






