Cela była zbyt cicha.
To nie była kojąca cisza samotności, ale ciężka, miażdżąca cisza, która napierała na uszy, aż mój własny oddech brzmiał niewłaściwie. Ściany były wyryte starożytnymi runami, świecącymi słabo na niebiesko; ich magia nie miała zadawać bólu, lecz powstrzymywać.
Powstrzymywać mnie.
Zaśmiałam się słabo, a dźwięk odbił się głuchym echem po komnacie.
– Myślą, że to mnie utrzyma – mr






