Choć Steven kpił z Samuela i Natalie, w głębi duszy cieszył się ich szczęściem.
Chwilę później czwórka dzieci przebrała się i zbiegła po schodach.
– Wujku Stevenie.
Słysząc ich urocze głosy, Steven mimowolnie zadrżał.
Wiedział, że knują coś niedobrego po tym, jak grzecznie się z nim przywitały. Dlatego była to naturalna reakcja.
– C-czego ode mnie chcecie? Hmm, powiedzcie, a zrobię, co w mojej moc






