Wczesnolistopadowe powietrze w Princeton cięło przez moją kurtkę niczym maleńkie igły. Zaparkowałam samochód pół mili wcześniej, ukryty między drzewami, i ruszyłam w stronę rezydencji pieszo. Rozległa posiadłość należała do prezesa firmy technologicznej – przynajmniej na papierze. W rzeczywistości była to jedna z najsilniejszych siedzib oddziału Organizacji Cienia.
Zatrzymałam się na skraju posesj






