Następnego ranka siedziałam na skraju łóżka w rezydencji Lawrence'a, wpatrując się w szklankę z lekarstwem w dłoni. Gęsty, brązowawy płyn w środku wyglądał równie apetycznie jak ścieki.
– No to jazda – mruknęłam, odchylając głowę do tyłu i połykając całą zawartość jednym szybkim ruchem. Gorzki, cierpki smak zaatakował mój język i walczyłam z odruchem wymiotnym, gdy lepka ciecz spływała mi do gardł






