Sobotnie poranne słońce sączyło się przez brudne okna zrujnowanej kamienicy w najbiedniejszej dzielnicy Princeton. Stałam za Walterem Morrisonem i Philipem Thorntonem, gdy wspinaliśmy się po skrzypiących schodach na czwarte piętro. Klatka schodowa cuchnęła moczem i tanim środkiem dezynfekującym.
Walter zapukał do mieszkania numer 507. Brak odpowiedzi. Zapukał ponownie, tym razem głośniej.
– Może n






