Miguel podniósł maskę i wyskoczył z samochodu ze skrzynką narzędziową, jego sylwetka była ledwo widoczna w słabym świetle księżyca. Maxi podążył za nim, włączając wbudowaną latarkę, by oświetlić silnik.
– Trzymaj stabilnie – mruknął Miguel do robota, pochylając się nad komorą silnika.
Pustynia rozciągała się wokół nas w nieskończoność, srebrzysto-błękitna w blasku księżyca. Piękna, w ten sposób, w






