Deszcz właśnie przestał padać, pozostawiając ulice śliskie i lśniące w słabym świetle latarni. Kałuże tworzyły małe lustra odbijające nasze sylwetki, gdy staliśmy naprzeciw siebie w opuszczonej alejce. Klon stał przede mną, jego ciało było napięte i gotowe do walki, w prawej dłoni ściskał rzutkę. Jego oczy – oczy Zmierzchu – wpatrywały się we mnie z pustą precyzją.
– Wiesz, że nie możesz ze mną wy






