Z perspektywy Brada
Zdjąłem słuchawki, a moje bursztynowe oczy błysnęły zimną satysfakcją, gdy odwróciłem się do Lestera, który wciąż dąsał się u mego boku niczym kopnięty szczeniak.
– Chodź – powiedziałem, a w moim głosie zabrzmiała ta nuta przewidywania, która oznaczała, że ktoś zaraz zostanie wykiwany. – Wygląda na to, że mamy dzisiaj trochę rozrywki.
Lester tylko gapił się na mnie tymi swoimi






