PUNKT WIDZENIA ATASHY
– Ty… – patrzyłam, jak z jego już i tak bladej twarzy odpływa kolor. – Ty…
Słowo ledwo opuściło jego usta, zanim ciało znów go zdradziło.
Collin zgiął się gwałtownie do przodu, jedna ręka powędrowała do jego klatki piersiowej, gdy wyrwał się z niego ostry kaszel. Brzmiał mokro, niewłaściwie, jakby jego płuca ocierały się o coś, czego nie mogły usunąć. Jego ramiona trzęsły się






