Jej dłoń dawała mu poczucie ukojenia.
Tak po prostu Juliusz pozwolił się prowadzić Quinn, posuwając się naprzód miarowo, krok po kroku.
Zdawało się, że nie musi się o nic martwić. Wystarczyło, że będzie podążał za nią, a zmierzał we właściwym kierunku.
Gdy tylko znaleźli się wewnątrz rezydencji, Quinn w końcu zamknęła parasol, przyglądając się Juliuszowi, który był przemoczony od stóp do głów.
W t






