– Julius, co to ma, do cholery, być? – krzyknął Gavin, szarpiąc się w żelaznym uścisku na swoich barkach.
Julius cofnął się o krok, z wyrazem twarzy pełnym skruchy, lecz niezachwianym.
– Zgodziłeś się, ale wciąż nie mogę ryzykować, że coś ci się przypadkiem wymsknie. Dopóki nie wyjadę z Jexburgha, będziesz musiał tu zostać. Gdy zniknę, wypuszczą cię.
Gavin gapił się, oniemiały, gdy rzeczywistość d






