Przemknął obok rzędów płócien, a podeszwy jego butów szeptały na zakurzonej podłodze, dopóki jego wzrok nie spoczął na samotnym portrecie ustawionym pod świetlikiem.
W przeciwieństwie do pozostałych, to dzieło nie zrodziło się z jej drżących dłoni.
Zatrudnił sławnego malarza, by ją uwiecznił, żądając podobieństwa tak precyzyjnego, że wydawało się niemal bluźniercze. To była ona, jego żona, spogląd






