Rzęsy Dawn zadrżały, łzy wciąż na nich wisiały. – Naprawdę? – szepnęła.
Quinn skinęła głową. – Obiecuję – powiedziała, ujmując drobną twarz w dłonie i całując córkę w środek czoła.
Biorąc drżący oddech, Dawn wyprostowała swoje małe ramiona. – Dobrze. Ufam ci, mamo!
Uśmiech Quinn rozkwitł, zmęczony, lecz promienny. Nigdy nie spodziewała się, że prosta wiara jej córki może przepłynąć przez jej ciało






