Ludzie naprawdę różnili się od siebie.
Timothy z frustracją szarpnął za krawat.
– Właściwie, moje zaręczyny z Mayą to...
– Wystarczy, panie Barrett! Nie ma potrzeby mi się tłumaczyć. Ktoś o moim statusie nie ma prawa pytać, a co dopiero słuchać! – odparła Mia, po czym odeszła.
Spojrzała w sufit, powstrzymując łzy.
Obserwując oddalającą się sylwetkę Mii, Timothy podniósł rękę i z całej siły uderzył






