~ Seraphina ~
Seraphina była zajęta przez cały dzień. Po wizycie w Vanguard Core System, pojechała do banku, aby dokonać wpłaty, a następnie oglądała oferty mieszkań.
Ponieważ nie spotkała się jeszcze ze swoim przyjacielem Julianem, Seraphina wciąż nie była pewna, czy osiądzie w Silverbridge. Inną opcją było tymczasowe zatrzymanie się w Blackwood i pomoc w przywróceniu firmie jej wuja dawnej świetności.
Gdy Seraphina wracała do domu wuja, mijała park. Coś przykuło jej uwagę, skłaniając ją do zjechania na pobocze i wyjścia z samochodu.
Miała właśnie wejść do parku, gdy zauważyła małą dziewczynkę, wyglądającą na jakieś cztery lub pięć lat, biegnącą samotnie przez ulicę!
Seraphina zachłysnęła się powietrzem; obudził się w niej instynkt macierzyński.
Zauważyła czarnego sedana, który z trudem próbował ominąć dziewczynkę. Seraphina rzuciła się biegiem, chwyciła małą i przetoczyła się na pobocze. Nie dbała o to, że zniszczyła swój płaszcz. Jej ramiona opiekuńczo oplotły dziecko.
Ludzie stłoczyli się wokół niej, podczas gdy Seraphina wciąż leżała na betonie.
"Nic pani nie jest?"
"Co z dzieckiem?"
Kierowca czarnego sedana podbiegł do nich, mówiąc: "Bardzo przepraszam. Pojawiła się znikąd. Nie byłem pewien, czy ostre wciśnięcie hamulca wystarczy, czy też..."
"W porządku, rozumiemy", powiedział jeden z mężczyzn. "Dziewczynka rzeczywiście wbiegła na ulicę zbyt szybko."
"Arabella! Arabella!" zatroskany męski głos rozniósł się w powietrzu.
Wszyscy uznali, że to ojciec lub opiekun dziecka.
Ktoś pomógł Seraphinie wstać. Właśnie wtedy mała dziewczynka spojrzała na Seraphinę z poczuciem winy. Wydawała się zapłakana i zdenerwowana. Pociągnęła nosem, po czym odwzajemniła uścisk, oplatając swoimi małymi rączkami szyję Seraphiny.
"W porządku. Nic ci nie jest. Jesteś ze mną bezpieczna", zapewniła dziecko Seraphina.
"Arabella! Dzięki Bogu, nic ci nie jest!" powiedział nieznajomy mężczyzna za plecami Seraphiny.
"Proszę pana, powinien pan uważniej pilnować swojej córki. Prawie potrącił ją samochód!" odezwał się ktoś z tłumu.
"Bardzo wszystkich przepraszam", powiedział mężczyzna, a w jego głębokim głosie dało się słyszeć nutę paniki.
Gdy Seraphina w końcu odwróciła się do mężczyzny, do którego należał ów głos, zaparło jej dech. 'Nie ma mowy! Ze wszystkich ludzi na świecie!'
To był Alistair Davenport.
Oczywiście, że to był on! Arogancki, oceniający z góry i oziębły przyjaciel Sterlinga, który, jak na ironię, zawsze wyglądał, jakby właśnie zszedł z planu reklamy luksusowego magazynu.
Jego zazwyczaj nieskazitelny trencz był pognieciony, jakby przebiegł przez burzę. Jego ciemne włosy, zawsze idealnie ułożone, opadały teraz na czoło. A w jego oczach, ostrzejszych niż zapamiętała, odbijał się strach.
Na jego widok Seraphina zamarła. Wypielęgnowany, nietykalny miliarder, Alistair Davenport, nagle wyglądał po ludzku: był zdyszany, potargany i wyraźnie zmartwiony.
To było dziwne uczucie.
Gdy Seraphina widziała go po raz ostatni, nie był zbyt uprzejmy. Jej brwi ściągnęły się na to wspomnienie. Mimo to, patrząc na małą dziewczynkę, która trzymała się jej jak koala, Seraphina nie potrafiła się od niej odsunąć.
"Seraphina", Alistair odezwał się pierwszy.
"Panie Davenport", odparła Seraphina.
'Racja', przypomniała sobie Seraphina. 'Alistair mieszkał w Blackwood. To było jego miasto.'
"Czy to..." zawahała się, po czym dokończyła, "pańska córka?"
"Tak", odpowiedział Alistair.
Jego głos, wciąż głęboki, był lekko zachrypnięty od biegu, ale było w nim też coś obnażonego. Może poczucie winy. Może panika. A może jedno i drugie.
Wyciągnął ręce w stronę dziewczynki, a jego oczy wyraźnie sprawdzały, czy nie ucierpiała podczas upadku.
Arabella odwróciła się do Alistaira, w milczeniu potwierdzając ich pokrewieństwo, ale mimo to odmówiła puszczenia Seraphiny.
"Arabello, chodź tutaj, nie narzucajmy się Seraphinie." Alistair spróbował odciągnąć Arabellę, ale mała dziewczynka była naprawdę silna.
Zachowanie Arabelly przypomniało Seraphinie czasy, gdy Genevieve była młodsza. Córka Seraphiny była taka sama: zaborcza wobec niej. Kiedy Genevieve miała dwa lata, Seraphina ledwie mogła pójść w nocy do łazienki, ponieważ córka nie chciała odstąpić jej na krok.
W międzyczasie tłum wokół nich się rozszedł. Kierowca zniknął już z miejsca zdarzenia.
"Arabello, pora na kolację. Nie chciałaś zjeść w swojej ulubionej restauracji? Twoje lody czekają", powiedział Alistair, wskazując na lokal po drugiej stronie ulicy.
'Ach, więc to o to chodziło', pomyślała Seraphina. Spróbowała pomóc Alistairowi, zwracając się do dziewczynki. "Nie jesteś głodna? Nie masz ochoty na lody, Arabello?"
Dopiero wtedy dziewczynka odsunęła się lekko i skinęła głową Seraphinie.
"Więc dlaczego nie pójdziesz ze swoim... tatusiem?" zasugerowała Seraphina. Zmusiła się do uśmiechu, dodając: "Po jedzenie i lody?"
Mała dziewczynka spojrzała na Seraphinę maślanymi oczami. Następnie Arabella ujęła twarz Seraphiny w dłonie i odwróciła jej głowę w stronę parku.
Zrobiła to dwukrotnie, zanim Seraphina zorientowała się, że Arabella chciała spojrzeć na pokaz świateł w parku – to samo zjawisko, które skłoniło ją samą do zjechania na pobocze.
Seraphina nie mogła powstrzymać uśmiechu. Odwróciła się do Arabelly, pytając: "Lubisz światełka?"
Arabella przytaknęła. Nie odezwała się ani słowem, po prostu wskazała na świetlną instalację.
"Chcesz tam pójść?" zapytała Seraphina, a dziewczynka kiwnęła głową.
"Arabello, pozwól, że ja cię tam zabiorę", powiedział Alistair. Tym razem zabrzmiał jak karcący ojciec.
Jednak bez względu na to, co robił, Arabella odmawiała oderwania się od Seraphiny i po raz kolejny udowodniła, że jest bardzo silna. Arabella użyła wszystkich swoich kończyn, by owinąć się wokół niej.
"Arabella!" Tym razem Alistair był wściekły.
"Wie pan co? W porządku", powiedziała Seraphina. Uśmiechnęła się ponownie i spojrzała na pokaz świateł. Zwróciła się do Arabelly: "Chcesz, żebym tam z tobą poszła?"
Arabella wreszcie się uśmiechnęła i przytaknęła. Ponownie się nie odezwała, jedynie wskazując na piękne światła.
Nie mając wyboru, Alistair ruszył za Seraphiną i Arabellą do parku. Kątem oka Seraphina zauważyła, jak pan Davenport daje znak komuś, kto wyglądał na jego ochroniarza lub kierowcę, aby został z tyłu.
Kilka minut później stanęli przed zamontowanym ekranem LED, który migotał kolorowymi światłami.
Arabella uśmiechała się, z oczami utkwionymi w światłach przed nią.
"Arabella lubi między innymi światła", wyjaśnił Alistair.
Seraphina nie odwróciła się do Alistaira. Zamiast tego skupiła się na ekranie LED.
Był jasny i kolorowy. Ogromny zabawkowy robot rozbłysnął tańczącymi światłami. Światła poruszały się we wzorach, wirując, migocząc i zmieniając kolory.
Większość ludzi patrzyła na to dla zabawy, ale Seraphina widziała coś więcej.
Obserwowała uważnie, śledząc wzrokiem każdy błysk. Na jej ustach wykwitł powolny uśmiech.
'Kolory zmieniają się co dwie sekundy... Błyskają w pętli... Ta część powtarza się co pięć kroków... Och, użyli wzoru spiralnego. Nieźle', zauważyła w myślach.
Jej mózg już rozkładał to na czynniki pierwsze jak układankę. Potrafiła odgadnąć czas, rytm i wzór bez niczyjej podpowiedzi. To sprawiało, że czuła spokój, jakby światła przemawiały cichym językiem, który tylko ona potrafiła usłyszeć.
W całym tym hałasie wokół niej miało to sens. Liczby miały sens. Wzory były bezpieczne.
Przez chwilę Seraphina zapomniała o wszystkim innym: o Sterlingu, Genevieve, swoich rodzicach, swoim bólu. Po prostu znów poczuła się sobą.
"Arabella jest aspi", powiedział Alistair. "Ma fiksację na punkcie szybko poruszających się świateł i wzorów."
Uśmiech Seraphiny pojaśniał, a jej wzrok przeniósł się na Arabellę, która wciąż wpatrywała się w ekran LED. Odpowiedziała Alistairowi: "Miałam takie przeczucie. Sposób, w jaki komunikowała się za pomocą gestów, przypomniał mi, jaka ja kiedyś byłam."
Odwracając się do Alistaira, wyznała: "Coś o tym wiem. Sama również mam zespół Aspergera."
To wyznanie sprawiło, że Alistair zmarszczył brwi. Założyła, że znów pomyślał o niej coś złego, jak zwykle. Seraphina prychnęła i powiedziała: "Jeśli mi pan nie wierzy, nie obchodzi mnie to. Nie próbuję wzbudzić pańskiego współczucia. Ja... po prostu rozumiem pańską córkę, panie Davenport."
Właśnie wtedy Arabella odwróciła się do Seraphiny z promiennym uśmiechem. Otworzyła usta, zawahała się, a potem spróbowała ponownie. W końcu powiedziała: "M... M... Mamusiu."
Słysząc to, serce Seraphiny podskoczyło, a jej brwi uniosły się. 'Słucham?'
Z drugiej strony, Alistair zamarł, a jego oczy wbiły się w Arabellę.
Nagła cisza, która między nimi zapadła, była ciężka i napięta. Potem przebił się przez nią jego głos, pełen szoku. "Arabello... odezwałaś się?"
Jakby tego było mało, by wywołać u Seraphiny panikę, Arabella zacieśniła uścisk, mówiąc: "Zostaniesz moją mamusią?"
Seraphina omal się nie zakrztusiła własną śliną. Chciała zapaść się pod ziemię, dokładnie w tym samym momencie.






