Obudziłem się gwałtownie. Brzmiało to tak, jakby stado słoni tratowało dom. Auri zniknęła, a ja wyciągnąłem telefon. Nie było nawet szóstej trzydzieści. Miałem też sześć nieodebranych połączeń. Cztery od Bryana, dwa od Vale'a. Jęcząc, wytoczyłem się z łóżka i potarłem oczy. Więcej grzmotów, więc w końcu otworzyłem drzwi.
Nie spodziewałem się chaosu, który nastąpił. Wszystkie dzieci, w różnym stani






