Naresh i ja pogrążyliśmy się w ciszy na minutę lub dwie, zanim podniosłem worek ziemniaków. Nie sprecyzowała, jakie chce, więc po prostu wniosłem worek z powrotem. Kiedy wyszedłem, Danger stał pośrodku spalonej sterty z łopatą.
— Mamo, nie wezwałaś go tu z tak daleka, żeby upiekł twoją świnię, prawda?
Uśmiech, jaki mi posłała, powiedział mi, że dokładnie to zrobiła. Danger jednak wydawał się aż na






