Szliśmy chwiejnym krokiem pięć minut, zanim na kogoś wpadliśmy. Na szczęście nie był to nikt, kto nas znał. Nawet się nie zatrzymali, gdy kołysaliśmy się z dwiema butelkami w rękach. Zatrzymałam się przy sterowni zasilania. Było nam nie po drodze, ale nie zamierzałam zostawić tego miejsca działającego po tym wszystkim, co przeszłam. Opierając Hectora o ścianę, otworzyłam drzwi kartą. To było zbyt






