Moje oczy powędrowały w górę w stronę głosu, a papieros wypadł mi z ust między skały. Przede mną stał Hector. Papieros tkwił między jego palcami, uniesiony do ust. Był chudszy, wychudzony. W jego oczach było spojrzenie mówiące, że jest gdzieś daleko, ból, który widziałem, gdy wróciłem z Sabatu Krwawych Łowców, ale teraz o wiele silniejszy. Włosy miał krótko ścięte i był całkowicie gładko ogolony.






