Wyciągając ręce, wziąłem również Reagan. Wchodząc do pokoju dziecięcego, położyłem ich oboje w łóżeczku. W ciągu kilku minut drzemali. Muskając wierzchem palca ich pulchne policzki, uśmiechnąłem się, pozwalając myślom skupić się wyłącznie na nich przez chwilę. Włączyłem karuzelę nad nimi, złożoną z małych wilków, która grała cichą muzykę i dźwięk deszczu. Kolejne pstryknięcie przełącznika i gwiazd






