Wyciągnąłem swoją torbę podróżną ze schowka bagażowego nad głową. Wyjąłem też walizkę kobiety, która siedziała obok mnie. Była po pięćdziesiątce i przeliterowaliśmy większość lotu.
– Dziękuję, mój drogi. Właściwie nie poznałam twojego imienia.
Uśmiechnąłem się do niej, stawiając torbę na podłodze.
– Vale. Vale Everfell.
– Piękne imię dla pięknego mężczyzny. – Mrugnęła do mnie, a ja się roześmiałem






