Pożądanie profesora.
NIEBEZPIECZNY ROMANS Z MOIM PROFESOREM.
Rozdział 4.
Elara westchnęła, podchodząc do swojego samochodu. Zajęcia na dziś się skończyły, a kierowca już na nią czekał.
– Zachowujesz się dziwnie, odkąd wróciłaś z gabinetu profesora. Wszystko w porządku? – zapytała Maisie z nutą troski w głosie.
Elara westchnęła i spojrzała na przyjaciółkę.
– Niezupełnie, Maisie. Chodzi o profesora.
– Co ci zrobił? – zapytała Maisie, wyglądając, jakby była gotowa iść na bójkę.
– Miałam już z nim spięcie wcześniej i myślę, że chce się na mnie odegrać – przyznała Elara.
– Naprawdę? Kiedy się spotkaliście?
– W restauracji. Po tym, jak tata odrzucił moje zaproszenie urodzinowe, wyszłam stamtąd błądząc myślami i wpadłam na niego. Rozbiłam mu telefon, ale nie przeprosiłam, bo byłam zbyt roztrzęsiona własnym bólem. Naskoczyłam na niego... – wyjaśniała, a Maisie słuchała uważnie.
– No i... tamtego dnia, kiedy miałam mu zanieść akta, nakryłam go na masturbacji i...
– O mój Boże, Elie... widziałaś jego fiuta? Był wielki? – wykrzyknęła Maisie, a Elara pacnęła ją w tył głowy.
– Możesz przestać żartować?
– Przepraszam – mruknęła Maisie, chichocząc.
– Więc znów na niego naskoczyłam zamiast przeprosić. A teraz on chce mnie przelecieć.
– O rany, Elaro... powiedz mu, że jesteś dziewicą. Nie powiedziałaś mu tego?
– Nie – pokręciła przecząco głową.
– Powinnaś, Elie. Kto prosi studentkę o coś takiego? Dla kogoś takiego jak ty to prośba o coś niemożliwego. Przecież zawsze chciałaś, żeby twój pierwszy raz był z wymarzonym facetem, prawda? – zapytała Maisie. Elara skinęła słabo głową, zastanawiając się, czy powinna przyznać przyjaciółce, że sam widok jego członka sprawił, iż stał się on jej „wymarzonym facetem”. Tak czy inaczej, chciała pozostać grzeczną dziewczynką, jakiej oczekiwał ojciec.
– Myślę, że najlepiej będzie zgłosić go do rektora – zasugerowała Elara, ale Maisie wyśmiała ten pomysł.
– Myślisz, że cię wysłuchają? Wolne żarty. Ten facet wygląda, jakby miał ogromne wpływy. Władze uczelni mogą ci nawet nie dać dojść do słowa. Jak myślisz, dlaczego ma prywatny gabinet?
Elara zmrużyła oczy; nigdy o tym nie pomyślała.
– Więc co mam zrobić? – tupnęła nogą, a Maisie westchnęła, kładąc jej dłoń na ramieniu.
– Radzę ci go przeprosić. Kto wie, może po szczerych przeprosinach odpuści.
Elara przytaknęła i przytuliła Maisie.
– Jesteś najlepsza – zachichotała.
– Przestanę nią być, jeśli nie zaczniesz głośno mówić o tym, co czujesz i inaczej myśleć – odpowiedziała Maisie, również ją ściskając.
– Powinnaś już jechać, Elaro. Twój kierowca czeka od dłuższego czasu.
Elara skinęła głową, pożegnała się z przyjaciółką i wsiadła do auta. Kierowca ruszył, a ona siedziała cicho, obserwując miasto migające za oknem.
Gdy Elara wysiadła przed domem, widok samochodu ojca wystarczył, by wiedziała, że wrócił.
Ruszyła powolnym krokiem w stronę drzwi, a jej serce przepełniał strach. Widok ojca przerażał ją do szpiku kości; nienawidziła, gdy był w pobliżu.
Wpisała kod do zamka i drzwi się otworzyły. Każdy z domowników, poza ochroną, znał hasło.
– Elaro – głos gospodyni powitał ją, gdy tylko weszła do salonu. Poczuła, jak kamień spada jej z serca.
– Elodie! – wykrzyknęła z radością, podbiegając do kobiety i rzucając jej się na szyję.
– Tak mi ciebie brakowało. – Elodie uśmiechnęła się, tuląc ją mocno.
– Mnie ciebie też, Elodie. Ostatni tydzień bez ciebie był straszny – przyznała Elara.
– Wiem, kochanie. Tak mi przykro, że twój tata nie pozwolił ci świętować urodzin i że nie było mnie przy tobie. Musiałam jechać z nim na jego rozkaz.
– Och, Elodie, nie przejmuj się. Znam tatę, wiem, że nie darowałby ci, gdybyś mu się sprzeciwiła.
Elodie uśmiechnęła się, gładząc ją po policzku.
– Nic nie jadłaś, mój aniele. Spójrz na siebie, jaka jesteś chuda.
– To prawda, Elodie... nie było cię, więc nie miałam porządnego jedzenia.
Mama Elodie uśmiechnęła się i poczochrała jej włosy.
– Teraz już jestem i zadbam o to, żebyś dobrze zjadła.
– Ufam mojej Elodie – odpowiedziała Elara, puszczając jej oczko.
– Idź się odśwież, kochanie, a ja przygotuję posiłek.
– Dziękuję, Elodie. – Elara pobiegła na górę, a pani Elodie patrzyła na nią z troską.
Starsza kobieta, po pięćdziesiątce, pracowała tu od trzydziestu lat. Można powiedzieć, że poświęciła niemal całe życie, by chronić Elarę po śmierci jej matki. Elodie wychowała ją jak własną córkę, choć wiedziała, że zawsze będzie pewna pustka, której nie zdoła wypełnić, nie będąc jej biologiczną matką. Mimo że pan Vance oczekiwał, iż będzie okazywać tyle samo miłości Vivii, nie potrafiła nie kochać biednej Elary mocniej i inaczej. Była jedną z niewielu osób, które wiedziały, jak wielki ciężar spoczywa na barkach tak młodej dziewczyny.
– Wróciłaś ze szkoły, jak widzę. – Pan Vance schodził po schodach, a nogi Elary zamarły na dźwięk jego głosu. Strach znów ją sparaliżował.
– Witaj w domu, ojcze – przywitała się, spuszczając wzrok.
– Twoje powitania nie są mi potrzebne, Elaro – odpowiedział chłodno, schodząc na dół.
– Jak minęły wakacje, tato?
– A dlaczego cię to interesuje?
Jego ton był twardy i przerażający. Elara spuściła głowę i wyszeptała:
– Przepraszam – po czym ruszyła schodami na górę.
– Uff... – odetchnęła z ulgą, gdy tylko zamknęła się w pokoju. Nawet nie wiedziała, że wstrzymywała oddech. Obecność ojca zawsze odbierała jej spokój ducha i sprawiała, że rozpaczliwie pragnęła wolności.
Położyła torebkę na łóżku i wyjęła laptopa, wpatrując się w ocenę „D+”, która przypomniała jej o żądaniu profesora i o tym, jak zebrała się na odwagę, by mu odmówić. Spojrzała na wizytówkę, którą jej dał – był tam jego numer i adres domowy. Schowała ją do torebki, odganiając natrętne myśli.
„Przeproszę go, tak jak radziła Maisie”.
Musiała być grzeczną dziewczynką – dla taty, dla mamy i dla niani Elodie. Przypomniała sobie o tym, idąc pod prysznic.
Gdy Elara wyszła z łazienki po kilku minutach, od razu poczuła dwie rzeczy: zapach swojej przyrodniej siostry i to, że jej laptop był przesunięty.
Otworzyła drzwi, wyjrzała na korytarz, po czym zamknęła je z powrotem, wzruszając ramionami i ubierając się.
Zeszła na dół. Myśl o dzieleniu przestrzeni z ojcem, macochą i siostrą napawała ją lękiem, ale musiała to robić każdego dnia, choć z niechęcią.
– Witajcie, mamo, Vivio – przywitała się z macochą i siostrą, podchodząc do stołu.
– Cześć – odpowiedziała krótko macocha, a Elara usiadła.
– Czy wzrok ci się pogorszył? Siedzę tu – warknęła Vivia, oburzona, że Elara nie przywitała się z nią osobiście. Elara prychnęła.
– Może to ty potrzebujesz czyszczenia uszu – odcięła się, nie zamierzając tym razem odpuścić.
– Elaro! – warknął ojciec, uderzając pięścią w stół. Dziewczyna wzdrygnęła się, a łzy napłynęły jej do oczu. Zawsze to ona była winna.
– Nie będziesz tak mówić do siostry! – krzyknął ojciec.
– Ojcze...
– Przeproś ją – uciął, a jej oczy zaszkliły się od łez.
– Ojcze...
– Jeszcze jedno słowo, a pożałujesz – wycedził przez zęby. Elara przełknęła ślinę, mrugając, by powstrzymać łzy.
– Przepraszam, Vivio – szepnęła słabo, odłożyła sztućce i wstała od stołu.
– Zjem w pokoju – wymruczała i odeszła, podczas gdy oni zignorowali ją, wracając do posiłku.
Elara wbiegła do pokoju i zatrzasnęła drzwi, osuwając się na podłogę. Oparła się o drewno i pozwoliła łzom płynąć.
Zatopiła dłonie we włosach, płacząc cicho i tuląc kolana do piersi.
Siedziała tak przez chwilę, aż jej telefon wydał dźwięk. Wstała i wyjęła go z kieszeni.
To była Maisie. Elara odebrała, zastanawiając się, dlaczego przyjaciółka dzwoniła już tyle razy.
– Hej, Maisie.
– Hej, Elara. – Słaby głos Maisie wystarczył, by Elara wiedziała, że u niej też nie jest dobrze.
– Wszystko w porządku? – zapytała, a Maisie pokręciła głową, jakby przyjaciółka mogła ją widzieć.
– Dzwonię, żeby ci powiedzieć, że nie będzie mnie jutro w szkole.
– Dlaczego? Stało się coś poważnego?
– W zasadzie tak, Elaro. Mój ojciec ma problemy finansowe i zabrali nam dom. Może nie być mnie jutro, ale opowiem ci wszystko, jak się spotkamy.
Serce Elary ścisnęło się z bólu, a ramiona opadły bezsilnie.
– Tak mi przykro, że przez to przechodzisz, Maisie. Mam twoje dane, przeleję ci trochę pieniędzy z moich oszczędności.
– Nie musisz tego robić, Elaro.
– Nie pytam cię o zdanie, Maisie. Robię to, bo czuję, że muszę.
– Dziękuję ci bardzo, Elaro.
– Pozdrów mamę i tatę, niedługo się do nich odezwę.
– Dzięki – odpowiedziała Maisie i zakończyła rozmowę.






