Słońce praży niemiłosiernie, gdy ciągnę deskę surfingową ku brzegowi, a ciepły piasek przykleja się do moich stóp. Wake idzie za mną, trzymając swoją deskę pod pachą jak broń, którą zamierza dzierżyć. Na jego twarzy maluje się ponura determinacja, która jest jednocześnie urocza i mimowolnie komiczna.
– To nie pojedynek, Wake – droczę się, a mój uśmiech rozszerza się, gdy poprawiam uchwyt na desce.






