Tej nocy śnię o grzmotach.
Ale to nie grzmoty.
To dźwięk czegoś starszego, głębszego – czegoś ogromnego i pierwotnego, przesuwającego się w najciemniejszym rowie morskim.
Sen zaczyna się od ciszy. Płynę, samotna, w oceanie. Woda wokół mnie jest zbyt spokojna, nienaturalnie nieruchoma, a powierzchnia nade mną lśni oleistą, perłową poświatą. Nie ma żadnego dźwięku – żadnych ryb, fal, żadnego bicia s






