– Nie tak długo. Około pół godziny – odpowiedział Charles, wyjmując chusteczkę i z troską ocierając jej pot.
Mrugając ze zdziwienia, zapytała: – Pół godziny? Myślałam, że dotarliście znacznie wcześniej.
– Yyy... – wydukał i zachichotał niezręcznie. – Cóż, mogliśmy dotrzeć na szczyt bardzo wcześnie, ale to wszystko wina Tylera. Poszedł złą drogą. Więc...
– Co to znaczy, że to moja wina? – kłócił si






