Wzrok pana Franklina przeskakiwał nieswojo między tą dwójką. Zawahał się przez chwilę, po czym nagle podniósł dłoń, by zasłonić oczy. – Ojej! Moje stare oczy nic nie widzą. Nie zwracajcie na mnie uwagi i kontynuujcie to, co robiliście.
Z każdym słowem powoli cofał się małymi kroczkami w stronę wyjścia z pawilonu.
Jego słowa w końcu przywróciły Sonię do rzeczywistości, a kiedy zorientowała się, że






