Głos Lauren był żałosny i drżał od łkań.
– Skaleczyłaś się w rękę? – Carter nie zdążył jeszcze wyjść ze szpitala. – Zawołaj najpierw pielęgniarkę! Już wracam!
Po odłożeniu słuchawki Lauren nie wezwała pielęgniarki. Zamiast tego pozwoliła krwi swobodnie płynąć.
Na zewnątrz sali Peter cofnął się o kilka kroków, zdrętwiały i pozbawiony daru wymowy. Nie mógł uwierzyć w to, czego właśnie był świadkiem.






