Annalita, która jeszcze przed chwilą śmiała się i rozmawiała z Charlotte, natychmiast przybrała wyjątkowo ponury wyraz twarzy.
– Zbieg okoliczności? Co masz na myśli? To taki sam zbieg okoliczności, jak ptasie odchody spadające mi na głowę z niebios.
Uśmiech Lorraine zastygł w miejscu, zanim zdążył w pełni rozkwitnąć.
– Przepraszam, wiem, że nie chce pani mnie widzieć. Nie będę zasłaniać widoku. –






