– Jeden, dwóch... sześciu. Tiffany... Ona... Jak mogło być tu aż tylu mężczyzn? – Sądząc po dziesiątkach zdjęć, nie było granic tego, co potrafili robić uwiecznieni na nich ludzie. Były tak dosadne, że każdy oblałby się rumieńcem, przeglądając ich zawartość.
Bryson drżał gwałtownie. – To tylko mężczyźni, z którymi zadawała się, zanim wróciła do Rothesay z Burazji...
– Nie! Nie potrafię tego znieść






