Uniesione kąciki ust Jebediaha wyrażały delikatną, nonszalancką ironię.
Bryson podświadomie zacieśnił chwyt na kopercie. – Jebediah Valentine, ostatnim razem poszedłem do domu twojego przyjaciela, aby nagrać wideo. Złapałeś mnie na wtargnięciu, ale to było jeszcze do wytłumaczenia. Tym razem jestem we własnym domu, więc jakim prawem się tu włamujesz?! Czego chcesz?!
Jebediah parsknął szyderczo. –






