Charlotte wpatrywała się w ten nóż jak w transie. Jej spojrzenie było znacznie chłodniejsze niż ostrze tego sztyletu. – Wciąż powtarzasz, jak bardzo kochasz Brysona. Nawet nie wpadłaś w otchłań wyrzutów sumienia i rozpaczy po tym, jak zabiłaś go tym nożem. Wciąż masz w sobie tyle racjonalności i siły, by go podnieść i nosić przy sobie. Nie martwisz się, że dusza Brysona opęta ten nóż i odbierze ci






