Edward wydał okrzyk bojowy i spiął konia, by ruszyć w dół wzgórza. Wokół niego jego ludzie podchwycili ów zew, a dolina wkrótce odpowiedziała echem końskiego tętentu. Woodowie zstąpili niczym mściwy ogień piekielny, a ich dzikie wrzaski wystarczyłyby, by przerazić dusze zmarłych.
Po chwili niepewnego wahania, kiedy nie było jasne, czy zamierzają atakować, czy uciekać, ludzie Camerona ruszyli ławą






