Sydney nigdy nie lubiła budzić się w domu spowitym mrokiem. Ciemność ją niepokoiła. Wolała, by zapalone było każde światło, by każdy kąt jaśniał.
Ale to nie był jej dom. Przyspieszyła kroku, schodząc po schodach.
– Syd. – Głos Caleba dobiegł z salonu, ciepły i delikatny, a jednak podszyty czymś obcym. To była emocja, której nie potrafiła nazwać.
Sydney spojrzała w tamtą stronę. Caleb siedział cich






