Sydney nie miała siły nawet na całowanie czy przytulanie. Była zdrową, młodą kobietą, ale praca wyssała z niej wszystko; nie zostało w niej nic – nawet pragnienie czułości.
Julian posłał jej chłodne spojrzenie. – Więc idź wziąć prysznic. Albo czekasz, aż zaśpiewam ci kołysankę?
„Kołysankę”, pomyślała.
Dawno temu, Julian faktycznie ukołysał ją do snu śpiewem.
Nocy, której zginęli jej rodzice, burza






