Stojący u jej boku mężczyzna w średnim wieku emanował autorytetem zrodzonym z wieloletniego sprawowania władzy, tak potężnym, że trzymał innych na dystans.
Alan, stojący nieopodal, uniósł rękę w stronę Sydney. – Syd, chodź. Rzuć okiem na nogi pani Hutton. Zobacz, czy jest jeszcze jakaś nadzieja.
Pozostali w pomieszczeniu zawahali się.
Po chwili namysłu mężczyzna zmarszczył brwi. – Panie Conton, pr






