Sydney zamarła. Wyraźnie powiedziała, że to jej mieszkanie. Kiedy niby nazwała je domem?
Dom, który kiedyś z nim dzieliła, przed laty legł w gruzach, zniszczony jego własnymi rękami. Teraz miała miejsce, które było naprawdę jej, takie, którego już nie bała się stracić.
Chwilę później odwróciła się i napotkała spojrzenie mężczyzny stojącego w drzwiach numeru 2202, który obserwował ją z odległości.






