– Ja… – Tiffany szybko odzyskała rezon. – Będę jego duchowym tatą. Daj spokój, byłabym o wiele lepszym ojcem niż Julian, prawda?
Sydney przemyślała to i, o dziwo, miało to sens. Nie potrafiła wyobrazić sobie powściągliwego, obdarzonego ostrym językiem Juliana w roli rodzica.
Niemowlę zawodzące o mleko i on marszczący brwi? Powiedziałby coś w stylu: „Masz ręce, prawda? Nie możesz sobie sama tego wy






