"O mój Boże," szepczę, patrząc na wycięcia po bokach, na ten absolutny skrawek materiału, który ma niby zakrywać mi tyłek. Potem zerkam z powrotem na pudełko i zdaję sobie sprawę…
O mój Boże, to nawet nie jest bielizna.
Patrzę to na czarny satynowy gorset i koronkowe majtki, które nadal są w pudełku, to na obcisłą szarą sukienkę w moich rękach, i z przerażeniem uświadamiam sobie, że Kent chce,






