Ocieram łzy i posyłam Danielowi szeroki uśmiech, gdy brama zamyka się za nami, a on hamuje z poślizgiem tuż przede mną, zarzucając mi ramiona na szyję i ściskając mnie mocno przez długą chwilę.
– O mój Boże – szepcze drżącym głosem. – Czy ty… czy wszystko w porządku?!
– Nic mi nie jest, Danielu – odpowiadam, śmiejąc się lekko. – Naprawdę, nie martw się…
– Nie martw się?! – wciąga gwałtownie powiet






