Kiwa mi głową, kończąc ten temat, i wyciąga rękę, by pogłaskać łebek małego szczeniaka. – A któż to taki? Twój porywacz dał ci prezent na pożegnanie?
– Nie, tego akurat przypadkiem ukradłam rolnikowi – mówię, śmiejąc się trochę z absurdalności mojego dnia. – Tato, poznaj Małego Kenta.
Mój tata śmieje się z imienia i patrzy na mnie z uniesioną brwią. – Czy ta rodzina naprawdę potrzebuje kolej






